Rzeczy, które klienci odkrywają dopiero wtedy, kiedy robi się drogo
W teorii IoT to prosta układanka: urządzenie → chmura → aplikacja.

W praktyce to system naczyń połączonych, w którym najsłabszy element decyduje o rachunku za cały projekt.
W WeAstronauts widzimy trzy powtarzalne ryzyka, które pojawiają się u firm skalujących urządzenia IoT niezależnie od branży, modelu biznesowego czy rynku.
I każde z nich jest kosztowne, tylko inaczej.
Ryzyko utraty danych (najcichsze, ale najbardziej bolesne)
Na początku większość firm rzadko myśli o tym, co wydarzy się, kiedy:
- urządzenia wyślą milion wiadomości jednego dnia,
- pakiety zaczną przychodzić w kolejności odwrotnej,
- aplikacja przestanie odbierać dane, bo baza nie „udźwignie” ruchu.
A to moment, w którym biznes zaczyna płacić:
- serwisem,
- reklamacjami,
- powtarzającymi się awariami,
- brakiem możliwości analizy.
W jednym z projektów, które prowadziliśmy, najważniejsze okazało się nie to, ile danych trafia do chmury – tylko to, co dzieje się z danymi, kiedy nagle pojawia się ich 50 razy więcej.
Dopiero wtedy system musi być naprawdę skalowalny, a nie „skalowalny w teorii”. Dlatego architektura message brokerów, kolejki, retry, storage i monitoring to nie jest „programistyczna zabawa”. To podstawa, żeby firma nie zatrzymała się na własnym sukcesie.
Ryzyko aktualizacji w terenie (czyli najdroższy sport świata)
Brzmi niewinnie: „nasze urządzenia trzeba czasem zaktualizować”.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy „czasem” zamienia się w:
- 500 urządzeń,
- 10 lokalizacji,
- jeden błąd w firmware, który trzeba poprawić na każdej sztuce.
Jeśli nie ma OTA (Over-The-Air updates), aktualizacja kosztuje więcej niż całe urządzenie. Jeśli OTA jest, ale nie ma kontroli wersji i rollbacków – koszt jest tylko przesunięty w czasie.
Dlatego w naszych platformach najważniejsze pytanie nie brzmi „jak wysłać paczkę OTA?”, tylko: co zrobić, jeśli aktualizacja nie powiedzie się na 3% urządzeń? To właśnie 3% generuje 70% kosztów serwisu.
Ryzyko braku kontroli w instalacjach (czyli chaos, który skaluje się szybciej niż biznes)
Gdy flota urządzeń rośnie, rośnie też ryzyko, że:
- instalatorzy konfigurują urządzenia inaczej,
- nie ma wglądu w pierwsze uruchomienie,
- zgłoszenia trafiają do trzech różnych osób,
- błędy są diagnozowane po omacku.
Dopóki urządzeń jest 20 wszyscy sobie „jakoś radzą”.
Przy 200 urządzeniach sytuacja zaczyna przypominać grę w głuchy telefon.
Przy 2000 przeradza się w realne ryzyko operacyjne.
Dlatego budując platformy IoT, zawsze projektujemy moduły instalatorskie, które porządkują proces od pierwszej minuty życia urządzenia.
To nie jest fanaberia. To jedyny sposób, żeby serwis nie stał się największym kosztem projektu.
Ryzyka są nieuniknione.
IoT zawsze będzie systemem, w którym sprzęt, chmura i software muszą grać w jednej drużynie. Problem zaczyna się wtedy, kiedy grają w trzech różnych.
Od lat pomagamy firmom:
- zabezpieczyć architekturę danych,
- wdrożyć OTA, które naprawdę działa,
- uporządkować instalacje i serwis,
- stworzyć procesy, które rosną razem z flotą urządzeń.
Współpraca nad IoT nie zaczyna się od kodu.
Zaczyna się od rozmowy o ryzykach – bo to one decydują o koszcie i tempie rozwoju.
Jeśli chcesz przeanalizować swoją platformę pod kątem tych ryzyk, zrobimy to razem.






